sobota, 22 kwietnia 2017

pierwsza scena.

„Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca z zdwojoną siłą.”

      Ja, czyli Madeline Gordon urodziłam się dwudziestego piątego grudnia 1995 roku. Byłam drugim dzieckiem czarownika Edwarda Gordona i człowieka Lauren Gordon z.d. Evans. Pierwszym oraz pierworodnym dzieckiem był Matthew Gordon, który urodził się piętnastego lutego 1985 roku. Nasza rodzina była szczęśliwa, aż do pewnego dnia. Moja rodzona matka stała się demonem. Fachowa nazwa to wampir. Na początku swojej egzystencji postanowiła mnie zamienić w wampira, nieświadoma, że posiadałam potężną magiczną moc. Dzięki poświęceniu mojej ciotki ze strony matki, przeżyłam, jednak zostałam heretyczką. Z początku nienawidziłam swojej przypadłości, ale Matt i tata byli przy mnie, gdy chciałam odebrać życie, które i tak moja matka je zniszczyła. Dopiero po trzech latach zaakceptowałam swoją dziwną przypadłość.
Moja matka po odkryciu prawdy, kim się stałam, postanowiła zniknąć z mojego, taty i Matta życia. Była tchórzem. Zostawiła mnie, kiedy najbardziej jej potrzebowałam. Jednak patrząc na lata, które spędziłam z tatą oraz z bratem, przekonałam się, że moja matka nie była już mi potrzebna. Była już tylko kobietą, która mnie urodziła oraz stworzyła z mojej osoby krwiopijcę, który miał magiczną moc.
Obecnie znajduję się w mieszkaniu, które wynajęłam w Nowym Orleanie. Miasto, które znajduje się na południowo-wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, zostało założone na początku siedemnastego wieku przy pomocy rodziny Mikaelson. Postanowiłam sprawdzić, czy Klaus i jego rodzinka nie postanowiła wrócić do miasta, którego byli współwłaścicielami. Właściwie chwyciłam się brzytwy. Przecież mogli mieć nieprzyjemne wspomnienia z tym miejscem. Ale musiałam spróbować.
Nagle zobaczyłam Rebekah, młodszą siostrę Klausa. Postanowiłam wziąć łuk oraz strzały wykonane z białego dębu. Jedna strzała wystarczy, by zakończyć żywot Niklausa Mikaelsona. Schowałam broń oraz wyszłam z mieszkania. Poszłam za blondynką, ale w pewnej chwili ją zgubiłam. Postanowiłam wrócić do domu, jednak ktoś złapał mnie z tyłu za szyję. Powoli zaczęłam się dusić.
    — Zemsta nie jest dobrym rozwiązaniem, panno Gordon. Radzę przemyśleć, zanim będziesz zamiar zabić kolejną osobę. — Osoba powiedziała melodyjnym, lecz zimnym tonem głosu.
Nagle odzyskałam oddech. Łapczywie wpuszczałam powietrze do swoich płuc. Nie miałam pojęcia, kim był napastnik, ale wiedziałam, że miał zamiar chronić Niklausa. A ten, kto go chronił, był moim wrogiem. Postanowiłam jednak zapolować na mężczyznę, który nie był wierny swojej partnerce. W tym celu szybko poszłam do swojego tymczasowego domu oraz przebrałam się w sukienkę. Wyszłam z mieszkania oraz powoli szłam w stronę pobliskiego klubu. Nagle zostałam przyszpilona do ściany jakiegoś budynku. Spojrzałam na napastnika. Był to pijany mężczyzna narodowości francuskiej, który był blisko pięćdziesiątki. Wiedziałam, że od wielu lat zdradza swoją partnerkę z wieloma kobietami. Postanowiłam go zabić, zanim znowu będzie polował na kolejne kobiety. Wzięłam jego krawat i zaprowadziłam na ślepą uliczkę. Gdy byliśmy w idealnym miejscu, przyszpiliłam mężczyznę. Gdy próbował mnie pocałować, odsunęłam się i zacmokałam.
    — Nie tak szybko, kochanie. — odparłam w jego języku.
Zmusiłam go za pomocą perswazji, żeby rozpiął swoją koszulę. Zrobił to bez wahania. Udałam mruknięcie, gdy wreszcie odkrył swoją klatkę piersiową. Zrobiłam sobie widok na szyję mojej ofiary, a następnie zadałam cios sztyletem w jego klatkę. Krzyknął z bólu. Jego krew wypływała z rany. Jednak teraz nie wciągnęło mnie do krwi. Chciałam, żeby cierpiał. Wyciągnęłam sztylet z już martwego ciała i zaczęłam wyciągać wszystkie narządy z trupa. Gdy skończyłam, oblizałam krew z noża. Chciałam jeszcze wyciąć napis na ciele, że nie warto zdradzać kobiet, ale się powstrzymałam. Kobieta, która była partnerką tego zdrajcy, za dużo by cierpiała.

|*|

       — Ona jest gorsza, niż ja, gdy byłem Rozpruwaczem! — powiedział zbulwersowany Stefan, gdy przeczytał o zbrodni, którą wykonała przyjaciółka Eleny. 
    — Madeline stała taka przez śmierć brata, a ty przez dobrowolne wyłączenie człowieczeństwa. To dwie różne sprawy, Stefan! — odparła Elena, broniąc swojej przyjaciółki. 
    — To nie ma znaczenia, Eleno. — oznajmił wampir. 
Damon w milczeniu słuchał rozmowy partnerki oraz brata. Wiedział, że młoda kobieta cierpiała po śmierci brata, ale nie mogła tak robić. Jeszcze Madeline stałaby się kolejnym Rozpruwaczem jak Stefan, a tego by nie zniósł. 
    — A może już nasza Madeline wróciła do miasta, Stefanie? Więc trzeba tylko by spróbować przywrócić jej człowieczeństwo. Jeżeli się to tylko uda. — nagle odparł, wpadając na pomysł.
    — A co jeśli, jak nie uda się przywrócić człowieczeństwa Mad, Damon? — nagle zapytała Elena, ale prawdopodobnie znała już odpowiedź.
    — Trzeba będzie ją zabić. — mruknął, patrząc na swoją ukochaną.
Elena odwróciła się do okna i spojrzała na krajobraz. Nie chciała nawet słyszeć o zabiciu przyjaciółki. Jednak jeżeli trzeba to zrobić, postanowiła, że to ona zabije Madeline Gordon, siostrę przyjaciela Damona, która była jej przyjaciółką.
    — Ja to zrobię. — nagle odezwała się Elena.
    — Słucham? — zapytał Stefan, nie dowierzając.
    — To ja zabiję Madeline w razie potrzeby. Ona jest moją przyjaciółką i zrozumie. Może to przywróci jej człowieczeństwo. — odparła brązowooka kobieta, która była przedstawicielką gatunku ludzkiego.
Bracia skinęli głową. Pomysł partnerki Damona mógł wypalić. Gdyby to się udało mogliby żyć w spokoju.

|*|

      Gdy zobaczyłam ten artykuł, niemal popłakałam się z szczęścia. Wiedziałam, że te morderstwo zrobi sensacje. Może ta wiadomość dotrze do Klausa a on się przestraszy. Albo będzie mnie szukał. I takiej wersji wydarzeń doczekiwałam. A wtedy zabiję go i pomszczę brata.
Jednak przypomniało mi się, że zostawiłam Sophie, narzeczoną Matta bez ochrony. Nagle poczułam, że na wspomnienie Soph włącza mi się człowieczeństwo. Nie mogłam sobie na to pozwolić. Wtedy nie mogłam zabijać bez skrupułów, tak jak tego faceta.
Nagle usłyszałam, że ktoś wszedł do pomieszczenia. Wzięłam sztylet, którym zabiłam mężczyznę oraz poszłam do salonu. W wspomnianym pomieszczeniu zobaczyłam Elijah'a Mikealsona, starszego przyrodniego brata mordercy Matthewa.
    — Widzę, że już się zabawiłaś. — zakpił pierwotny wampir.
Jedynie zruszyłam ramionami oraz nalałam dwie szklanki koniaku. Podałam jedną mężczyźnie, a on przyjął ją i usiadł na fotelu. Wzięłam swoją szklankę oraz usiadłam na przeciwko wampira. Wypiłam trunek za jednym zamachem. Elijah spojrzał na mnie zdziwiony.
    — Co sprowadza cię do przyszłej zabójczyni twojego braciszka? — zapytałam z ironią, a następnie założyłam nogę na nogę, jak na prawdziwą damę przystało.
    — Postanowiłem przemówić ci do rozumu, Madeline. — odparł, pijąc jedną czwartą trunku.
    — A co byś zrobił, gdybym zamordowałabym ci brata? Nie zabiłbyś mnie? — powiedziałam szeptem, pochylając się nad byłym wojownikiem.
    — Ale nie zabijaj niewinnych ludzi.
    — On nie był niewinny. Bzykał inne kobiety, będąc z swoją partnerką. A podobno jesteś taki honorowy. — zakpiłam i nalałam sobie szklankę koniaku.
Elijah jedynie dopił swój trunek i lekko się uśmiechnął. Nie spodziewał się że będzie dogadywał się z heretyczką, którą ukochał sobie jego przyrodni brat.
    — Niech ci będzie. Niestety, muszę już iść. — odparł Elijah, jednak już go nie słuchałam. Zaczęłam widzieć w wyobraźni, jak Klaus umiera w najgorszych męczarniach. Mężczyzna widząc, że nie reaguję na jego słowa, wyszedł z pomieszczenia. Wiedział, że nie zrezygnuję z zabicia pierwotnej hybrydy. Jednak nie spodziewał się, że moje plany mogą ulec zmianie.

|*|

Pierwszy rozdział za nami. Mam nadzieję, że się spodoba.
Dziękuję za komentarz pod prologiem. To dało motywację do pracy nad rozdziałem :)
Wyraźcie swoją opinię w komentarzach :)
Do napisania :)